Menu

Zachodny do tablicy

Futbol analitycznie, statystycznie i konkretnie - na tablicy Michała Zachodnego.

Mistrz najsłabszy od lat? Błąd

mzachodny

A więc na pięć meczów do końca fazy "dodatkowej" - czy tam Grupy A, jak mistrzowską połówkę Ekstraklasy nazywa sama liga - już padło:

Wiadomo już, że będziemy mieli prawdopodobnie najsłabszego mistrza od wielu lat.

I dziennikarze Przeglądu Sportowego kontynuują argumentację - że Legia uśpiona sukcesami, a w Poznaniu paraliżujący Lecha minimalizm.

Jednak jest to odpowiedź tak niepełna, cząstkowa, że niestety wpływa na postawioną (i udowodnioną wyłącznie średnią punktów na mecz, która jest niska właśnie przez beznadziejną reformę) tezę.

Kibice Legii mogą się temu dziwić i na to wściekać, ale ja rozumiem Henninga Berga, który przed prawdopodobnie najważniejszym meczem w sezonie ligowym przypomina pozycję swojej drużyny. Świetną jesień w europejskich pucharach, zdobyty Puchar Polski... To mogła być także próba wpłynięcia na piłkarzy, którzy albo poczuli się zbyt pewnie, albo pewności siebie całkowicie się wyzbyli.

Oczywiście sytuacja jaką przedstawia Norweg nie jest odzwierciedleniem Legii na ten dzień. Mistrz Polski nie tyle się zmienił, co po prostu dogorywa - możliwe, że jesienne sukcesy zaburzyły obrazek zespołu, który potrzebował solidniejszej przebudowy i to nie tylko pierwszej jedenastki. Dlatego uśpienie nie dotyczy wyłącznie piłkarzy, ale (przede wszystkim?) też osób zarządzających klubem, które nie dostrzegły problemów w środku pola, braku jakościowych opcji na skrzydłach i w obronie. Kręgosłup zespołu albo jest na granicy zużycia, albo po prostu powinien być zimą wzmocniony, a na pewno bez kluczowej rywalizacji.

Nie latem. Latem może być za późno. Bo jeśli Legia przystąpi do walki o Ligę Mistrzów nawet poważnie wzmocniona, to bez przetarcia, wymaganego zgrania i prawdopodobnie zrozumienia. System Berga - o ile Norweg zostanie w Warszawie - może im to ułatwić, ale Norweg sam przyznawał, że jesienny styl zespołu z Ligi Europejskiej był oddalony od celu, jaki on sobie postawił.

W Poznaniu panuje głód sukcesów, sam prezes mówił niedawno o podjęciu ryzyka, które miało przybliżyć do nich Lecha. Jednak wbrew pozorom problemem nie jest selekcja, skauting czy taktyka Macieja Skorży - obecna sinusoida "Kolejorza" to efekt drużyny, która budowana jest w różnym tempie.

Młodsi piłkarze, co przyznaje sam Skorża, dopiero przyjmują swoje pełne piłkarskie lekcje, nabierają boiskowej ogłady, choć i tak już muszą decydować o obliczu (młodego średnią wieku) zespołu. Mógłbym pisać o Kownackim, Linettym czy Kędziorze, ale najbardziej jest to widoczne na środku obrony. Tam, choć między Kamińskim a Arajuurim są ledwie trzy lata różnicy, widać najbardziej, że jeden zawodnik (23-letni Polak) dopiero się rozwija (po sporym opóźnieniu tego procesu), by nadgonić nieco tego starszego (26-letniego Fina), ale lepiej myślącego, ustawiającego się zawodnika o może mniejszym potencjale.

Skorża powtarza, że woli taką sinusoidę wyników niż zwyciężanie ligi z piętnastoma punktami przewagi, że zespół dzięki temu się uczy i na np. częstych starciach z Legią korzysta. Jednak to wszystko tylko dowodzi, że budowa trwa, latem raczej będzie kontynuowana, bo z pewnością nie zakończona. Tak samo, jak nie zakończy jej zdobycie mistrzostwa.

Jak więc jest z tym najsłabszym mistrzem od lat?

Choćby tak, że ani Lech, ani Legia nie są tak słabe, jak kreuje się je po wynikach - jest w drużynach Skorży i Berga dużo (głównie indywidualnej, choć często niewykorzystanej, bez odpowiedniej formy) jakości, stąd łatwiej już teraz wywróżyć, że to nie słabość będzie problemem, ale odwieczny wróg letnio-jesiennych potyczek polskich klubów w Europie. Nieprzygotowanie.

Nie chcę w tym momencie ignorować Jagiellonii - wręcz przeciwnie, dotychczasowe osiągnięcia zespołu Michała Probierza należy cenić bardzo wysoko - ale i jeszcze młodszy zespół jest daleki od... zdolności do radzenia sobie z sukcesem. W Białymstoku przyznają, że jeszcze nie wiedzą, co się stanie z drużyną, gdy wygra mistrzostwo, w którym kierunku pójdą ze wzmocnieniami, jak oprą się chętnym na ich najbardziej utalentowanych piłkarzy. Niewiadome nie sprzyjają walce w Europie, a co dopiero prawdopodobne (?) hurtowe wzmacnianie zespołu.

Nieprzygotowanie - a w zasadzie brak umiejętności przygotowania, wypunktowania budowy jest widoczny na przestrzeni lat. Lech do swojego ostatniego boju o Ligę Mistrzów przystępował z Arturem Wichniarkiem w ataku, który w sezonie 2010/11 karierę kończył jednym golem w piętnastu meczach. Podobnym przypadkiem był Bartosz Bosacki. Świeża krew? Joel Tshibamba i niech jego nazwisko zamknie ten pierwszy przykładowy rozdział.

W kolejnym była Wisła pechowo odpadająca z Apoelem, choć "budowana" chaotycznie, za olbrzymie pieniądze, nie patrząc na budżet czy przyszłość i tak naprawdę obcokrajowcami tylko w kilku wypadkach o ponadprzeciętnych umiejętnościach (Melikson). Następny mistrz - Śląsk Wrocław - był zespołem, który po triumfie remontowano, czy raczej budowano na kolanie, z wymianą obrony i Sylwestrem Patejukiem w pomocy. Gdy już Legia wróciła na tron, to ich mecze z Molde przyprawiały o ból zębów, a taktyczna naiwność została zweryfikowana przez przecież niewiele lepszą Steauę Bukareszt.

Rok temu Legia była odpowiednio przygotowana - po sześciu miesiącach stabilnej budowy składu, adaptacji zawodników z nowym szkoleniowcem, poznawanie nowej taktyki. To powinien być wzorzec i niech sposób w jaki mistrz Polski został pozbawiony szansy na europejskie puchary - przez nieprzygotowanie organizacyjne - pokaże skalę tego przekleństwa. A dlaczego zespół rozpada się i po tak krótkim czasie potrzebuje wymiany kluczowych "części"? Weryfikacja wynika z długości i trudów sezonu, wieku niektórych zawodników, ich urazów ale i zachowania, też jakości rywali, a nade wszystko celów szkoleniowca.

Czy cokolwiek się zmieni? W Legii nerwowe ruchy zależeć będą od końcowej pozycji, Lech jest na dobrej drodze, ale potrzebuje czasu i zmian w bramce oraz ataku. Jagiellonia to przypadek najświeższy, bo tam nową strategię realizują od roku i wciąż nie wiadomo, czy starczy tej cierpliwości, którą wykazuje Probierz. Mówią, że sukces zmienia, ale w Ekstraklasie jest to nieaktualne - bo nieustanność zmian (opinii, strategii) w ich osiąganiu przeszkadza. I pewnie Legia będzie przykładem - bo zamiast wyciągnąć wnioski z poprzedniego sezonu zimę w Warszawie przespano, a gdy teraz kryzys otrzeźwia, to szykuje się kolejna, choć spóźniona rewolucja.

Komentarze (4)

Dodaj komentarz
  • Gość: [gp] *.inet-siec.pl

    "gdy Legia wróciła na tron" - wróciła???? ach ci kibice Legii...

  • mzachodny

    Stanowczo zaprzeczam, że jestem kibicem Legii.
    Jestem z Wrocławia - taka podpowiedź. :-)

  • Gość: [jfs] *.centertel.pl

    Liga Europy!!! :)

  • Gość: [gp] *.dynamic.chello.pl

    mzachodny - a piszesz, jakbyś był, bo z tym "wracaniem" i tronem to trochę śmieszna retoryka, którą można było stosować ewentualnie do regularnie do niedawna wygrywającej Wisły, a nie Legii, co to raz czy dwa na 10 lat...
    Z wymową artykułu się ogólnie zgadzam, rok temu Legia nie była lepsza, niż teraz, a mistrzem zresztą będzie raczej Lech, który od kilku tygodni gra moim zdaniem naprawdę nieźle jak na nasze warunki.

© Zachodny do tablicy
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci