Menu

Zachodny do tablicy

Futbol analitycznie, statystycznie i konkretnie - na tablicy Michała Zachodnego.

Pawłowski "Plusem Sezonu"? Sprawdźmy...

mzachodny

Parę ładnych lat temu, Michael Cox na blogu "Zonal Marking" uknuł interesującą teorię o nowej roli rozgrywających - rozgrywających, którzy w ustawieniu 4-2-3-1 robią wszystko, byle tylko uciekać ze swojej pozycji na boki i tam stwarzać przewagę, czy szukać sobie miejsca. Ceniony autor nawet konkretnie określił tę rolę - "centralny skrzydłowy" - i przyczepiła się ona do tego stopnia, że przewijała się w kolejnych sezonach.

Jednak wtedy było trochę inaczej - zespoły używające ustawienia 4-2-3-1 najczęściej posiadały co najwyżej jednego światowej klasy rozgrywającego. Teraz, gdy kupuje się piłkarzy hurtem, a zwłaszcza kreatywność jest w cenie, kluby z tego absolutnego topu mają po kilku takich zawodników. Najlepszym przykładem jest Arsenal i Arsene Wenger - wszyscy wiedzą umiłowanie francuskiego szkoleniowca, do obsadzania drugiej linii nawet czterema piłkarzami, którzy mogą być "dziesiątkami". W trakcie ostatniego sezonu na tym najwięcej miał tracić Mesut Oezil, który nominalnie ustawiany był na lewym skrzydle, choć jego największą zaletą jest zdolność do odnajdywania się w środkowej strefie, a nie przy linii bocznej.

Klasyczni boczni pomocnicy już dawno poszli w odstawkę, nawet w innych systemach na bokach pomocy wystawia się piłkarzy, którzy bardziej pasują do środkowej strefy (Atletico?). Skrzydłowi? Owszem, przydają się, ale często wystarcza, że w wyjściowym składzie jest jeden. Może zakłóca to równowagę w grze zespołu, ale zdecydowanie zwiększa pole manewru w prowadzeniu akcji - jest różnorodność, a nie (rozumiana negatywnie) schematyczność.

Popatrzcie na Lecha Poznań. Klasyczne ustawienie 4-2-3-1, ale w składzie niewielu klasycznych skrzydłowych. Wymieniając - Gergo Lovrencsics, Dariusz Formella, Muhamed Keita. Dwaj pierwsi grają na jednym skrzydle, razem w tym sezonie w wyjściowej jedenastce wystąpili raz (i to pod koniec rundy zasadniczej), zwykle jeśli już to dogrywali razem spotkania. Keita występował mało - w Ekstraklasie ledwie sześć razy załapał się do drużyny od pierwszej minuty. Patrząc na ich dorobek minutowy nie dziwi więc to, że największy minutowy "przebieg" mają inni - Dawid Kownacki i Szymon Pawłowski.

O pierwszym z nich wiemy, że... jeszcze nie wiemy, jaka jest jego naturalna pozycja. Szukał jej dla niej Maciej Skorża, próbował go w ataku, jako cofniętego napastnika, aż w końcu ustawiał na skrzydle. Tymczasem Adam Nawałka mówił mi na czwartkowej konferencji, że do kadry powołał Kownackiego-napastnika. Ciekawe, prawda?

Jednak jeszcze ciekawiej jest w przypadku Pawłowskiego. Bo o ile Lovrencsics, Formella czy Keita grają jak typowi skrzydłowi (czasem "odwróceni", jeśli nie na swojej stronie), tak okrzyknięty przez widzów Ekstraklasy mianem "Plusa Sezonu" zawodnik jest... wszystkim po trochu. Już tłumaczę.

Do niedawna Pawłowski był piłkarzem, którego opinia, owszem, była bardzo dobra, ale zawsze gdzieś ze znakiem zapytania lub zawahaniem na końcu jej wygłaszania. Bo z takim potencjałem powinien był osiągnąć więcej, bo z taką inteligencją powinien być "mózgiem" zespołu, a nie jego "duchem" (bo w części meczów "znikał" z pola widzenia). Nawet w tym sezonie Pawłowskiemu obrywało się sporo, wcale nie grał tak równo, jak mogłoby się wydawać po głosowaniu kibiców - co ważne, wcale się też tak nad poziom Ekstraklasy nie wybijał.

Jednak jest w Pawłowskim coś unikalnego. Otóż przywołanie Mesuta Oezila na wstępie tekstu nie było przypadkowe - on naprawdę stylem poruszania się po boisku (nie gry, nie chodzi też o umiejętności, czy poziom, to byłoby absurdalne) przypomina niemieckiego rozgrywającego. Pawłowskiemu pomogło to, że w przeszłości grał na różnych pozycjach, na obu skrzydłach, w środku pola, a nawet jako fałszywy napastnik. Zresztą jego zdolność do inteligentnego wykańczania akcji często jest pomijana. Swój bodaj najlepszy mecz w karierze - a na pewno najskuteczniejszy - rozegrał będąc... ofensywnym środkowym pomocnikiem.

pawlowskidawniej

Runda finałowa w wykonaniu Szymona Pawłowskiego była absolutnie wyjątkowa - strzelił pięć goli, zaliczył cztery asysty. Aż trudno uwierzyć, że wcześniej ostatni raz drogę do siatki odnalazł w listopadzie. Za każdym razem popisywał się techniką (piękny lob ze Śląskiem, kapitalny obrót i podkręcenie piłki z Górnikiem), szybkością (na Lechii i znów ze Śląskiem) oraz zmysłem wykorzystania ustawienia swoich kolegów. Bo to rozpędzająca się współpraca i wymienność pozycji z Hamalainenem, Linettym i Sadajewem pomogła dojść Lechowi do mistrzostwa.

pawlwski2

Wróćmy do jego stylu gry. Według statystyk InStat, tylko przez CZTERY PROCENT tego sezonu Szymon Pawłowski był środkowym pomocnikiem. Jednak to kompletnie nie współgra z tym, co 28-latek prezentuje na boisku. Średnie pozycje z jego czterech spotkań pokazują, że... ani razu nie było mu blisko do lewego skrzydła. Innymi słowy - rzadko mieliśmy okazję oglądać jego współpracę z Barrym Douglasem, a częściej z innymi ofensywnymi zawodnikami.

pawlowskiduze

Nic dziwnego - bo odsłonięcie lewej strony pozwalało Douglasowi na więcej miejsca do świetnych dośrodkowań, a i usztywnianie ról tak kreatywnym zawodnikom zwykle nie kończy się najlepiej. Może nie w tym kontekście można nawiązać do Legii, ale różnica jest oczywista, zwłaszcza od czasu, gdy poprzedni mistrzowie stracili Radovicia. Z nim Henning Berg nalegał, by dwójka "fałszywych napastników" współpracowała ze skrzydłowymi w bocznych sektorach. Od marca Legia grała tak, by skrzydłowi wchodzili w rolę napastników przy dłuższych zagraniach ze środka pola, często z pominięciem Dudy czy Saganowskiego. Jednak i Kucharczyk i Guilherme i Żyro nie angażowali się w grę w środku pola, w rozegranie tak bardzo jak Pawłowski. W meczu wygranym przez Lecha w Poznaniu próba takiego zejścia Żyry skończyła się stratą po której poszła akcja bramkowa dla gospodarzy. Zresztą spójrzcie na kontakty z piłką tych dwóch skrzydłowych w finale Pucharu Polski i porównajcie je z wcześniejszymi danymi Pawłowskiego. Różnica jest oczywista.

legiaaa

Zmierzając do końca - gra Pawłowskiego w ostatnich tygodniach obecnego sezonu zdecydowanie wygrała mu nagrodę "Plusa Sezonu", zdecydowanie zaważyła też na mistrzostwie zdobytym przez Lecha. Oczywiście on nie należy do grupy "centralnych skrzydłowych" - to raczej skrzydłowy, który gra w środku pola, często schodzi w tę strefę i szuka tam współpracy do najlepszego efektu. Gol Linettego z Pogonią był tego najlepszym przykładem. Normalne ustawienie przy budowaniu akcji od bramki i kompletna wymiana pozycji pod bramką rywala dwadzieścia sekund później.

akcja1

Oczywiście nie chcę z Pawłowskiego robić zawodnika na miarę pierwszego składu reprezentacji. Nie chcę też tworzyć bajek o piłkarzu, który wybijał się ponad poziom Ekstraklasy. To raczej pokazanie, że i w naszej lidze są piłkarze, których trudno włożyć w pewne ramy. Jasne, nie zawsze błyszczą, nie zawsze są tymi "plusami meczów", ale ich gra - aktywność, ruchliwość, technika, drybling, podanie, wykończenie - może się podobać. Nie tylko Maciejowi Skorży.

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • Gość: [sfj] *.dynamic.chello.pl

    4 gole w rundzie finałowej :)

© Zachodny do tablicy
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci