Menu

Zachodny do tablicy

Futbol analitycznie, statystycznie i konkretnie - na tablicy Michała Zachodnego.

Ekstraklasa. Przeszedłem przez piekło

mzachodny

…czyli obejrzałem wszystkie osiem spotkań drugiej kolejki Ekstraklasy. Tak beznadziejnego poziomu w lidze polskiej nie było od lat, choć nie winiłbym ani trenerów, ani piłkarzy. Oni po prostu popłynęli z nurtem.

Obejrzałem, więc mogę wam opowiedzieć scenariusz każdego spotkania. Zaczyna się od zdecydowanej przewagi jednej z drużyn, dominacji całkowicie nieefektywnej, z rzadkimi próbami prostopadłych podań. Boczny obrońca zagrywa do środkowego, ten do defensywnego pomocnika, następnie piłka trafia do drugiego stopera, jeszcze jedno podanie i jest po drugiej stronie. A teraz wróć i powtórz to kilkanaście razy.

Kontry? Rzadko, a jeśli już, to były sygnałem do powrotu dziesięciu zawodników za linię piłki, do popełnienia przewinienia byle szybciej i zmuszenia przeciwnika do rozegrania podobnego schematu jak ten opisany wyżej.

Może nie powinienem być w takim razie zszokowany, gdy w Lidze+ Extra Grzegorz Mielcarski analizował spotkanie Wisły Płock z Lechem Poznań, chwaląc gospodarzy za kilkanaście podań z rzędu na własnej połowie, bez pressingu rywala. W dwóch sytuacjach doprowadziło ich to do sytuacji strzeleckich, ale wciąż bardziej jestem przekonany, że np. gol Dominika Furmana to moment „Eureki!” – eksplozji w głowie piłkarza, dzięki której wpadł na pomysł indywidualnej szarży, czym zaskoczył wszystkich, łącznie ze swoimi kolegami.

Jego trafienie było wyjątkowe, ponieważ oparte na czymś co można nazwać zalążkiem akcji, podobnie jak gole Michała Kucharczyka i Łukasza Kosakiewicza. Jednak z marnych dwunastu zdobytych bramek aż sześć było efektem zagrań po stałych fragmentach – nie twierdzę, że sztuce łatwiejszej do wykonania, ale wymagającej mniejszej kreatywności w panowaniu nad piłką. Świerczok, Novikovas, Sekulski, Papadopulos, Rudol, Helik – wszyscy trafiali po rzutach wolnych, rożnych lub karnych. A przecież gole Formelli i Brleka to efekt kontr po stałych fragmentach rywali, bramka Angulo padła po przypadkowym wybiciu wynikającym z chaosu po wrzutce piłki w środek pola zza linii bocznej.

Szokujące są zbiorcze statystyki z tej rundy spotkań, ale też z dwóch dotychczasowych kolejek ligowych. W końcu w aż dwunastu z szesnastu meczów gole strzelano dopiero w drugiej połowie. Jedynie Angulo trafił przed upływem godziny gry. Osiem z dwunastu bramek zostało zdobytych w ostatnim kwadransie meczów. Czy to oznacza emocje? Może, ale kto po wcześniejszych 75 minutach totalnej mierności i bierności był w stanie dotrwać do końcówki meczu?

Nie jestem miernością zaskoczony. W pierwszej kolejności ostrzegał przed tym Jacek Magiera z którym rozmawiałem przed Superpucharem Polski. Spotkanie z Arką Gdynia następowało po zaledwie 33 dniach od zakończenia poprzedniego sezonu – a więc w nieco ponad miesiąc jego piłkarze musieli się nacieszyć mistrzostwem, zresetować, wypocząć i jeszcze przygotować do sezonu. Niemożliwe?

„Zrobiliśmy tak, by pierwszy tydzień mieli całkowicie wolny, by nawet nudzili się, ale spędzili czas z rodzinami, odpoczęli. Natomiast w drugim dostali zalecenia jednostek treningowych wprowadzających do pierwszego cyklu przygotowań. By można było ruszyć z wyższego pułapu. Ale czy wypoczęli? Na pewno nie do końca. Tak to w ostatnich latach w Polsce jest: dyskutujemy, co trzeba zrobić, by piłkarze mieli więcej czasu na regenerację. Uważam, że okres powinien być dłuższy, zwłaszcza, że gramy we wczesnych rundach eliminacji pucharów europejskich. Czas na to można znaleźć, np. w fazie finałowej grać co trzy dni i skończyć sezon wcześniej. A tak może na pierwszym etapie ten wcześniejszy start nie będzie odczuwalny, ale w dalszej części pojawią się kontuzje, zmęczenie. Nie ma co marudzić, ale trzeba wspólnie – jako trenerzy, Ekstraklasa i PZPN – porozmawiać, by rozwiązać. Inna strona jest taka, że część szkoleniowców twierdzi, że nie potrafimy grać co trzy dni. To wprowadźmy i nauczmy się tego, a reakcja zawodników będzie zupełnie inna. Mniej narzekania i więcej działania.”

Nie jestem zaskoczony drugą kolejką, ponieważ już tydzień po cytowanej rozmowie na start ligi pisałem o drużynach, które do gry wracają w stanie kapitalnego remontu. Rozkopane, rozdłubane, rozsprzedane i dopiero naprędce klejone. „Chociaż okienko transferowe otwarte jest dopiero od dwóch tygodni, to w klubach ekstraklasy zatrudniono – definitywnie lub czasowo – już ponad 90 nowych piłkarzy. Co ciekawe, ponad trzy czwarte z nich to zawodnicy sprowadzani spoza ekstraklasy, w tym połowa z zagranicy. Jest to powiew świeżości, ale i niepewności. Zwłaszcza, że działy skautingu nie wszędzie są rozwinięte na tyle, by w pełni świadomie oceniać i rekomendować piłkarzy np. z Hiszpanii lub Chorwacji”pisałem w zapowiedzi sezonu.

I dalej, już przed ostatnią serią spotkań zastanawiałem się, czy w ogóle można mówić, by którakolwiek z drużyn złapała rytm. Jednym w pierwszej kolejce wyszło to lepiej, innym gorzej, ale… „Efektów pragnie cała liga. Pośrednim efektem krótkiego okresu przygotowawczego były i niespodzianki, i fakt, że z ośmiu gospodarzy wygrać na swoim terenie zdołały wyłącznie Arka Gdynia i Górnik Zabrze – drużyny, które swój plan opierały wyłącznie na kontrach, choć zwykle nie tego oczekuje się grając „u siebie”. Druga kolejka może dać szczątkowe odpowiedzi na pytania o skuteczność pracy oraz transferów, ale pewniejsze jest, że pojawi się jeszcze więcej pytań.”

Nie lubię teorii spiskowych, ale zauważyłem, że szkoleniowcy jak nigdy przemawiają jednym głosem. Zwykle to środowisko jest podzielone, ktoś się wyłamuje lub odgradza od zdania większości – nie tym razem. Przed meczami i po spotkaniach wszędzie można dostrzec niemal identyczny przekaz o przygotowaniach i tak wczesnym etapie sezonu.

- Mocno cierpieliśmy na boisku, zwłaszcza w pierwszej połowie – mówił Ireneusz Mamrot.Mamy młody zespół, który się rozwija. Z czasem nabierzemy doświadczenia i będziemy inaczej to rozgrywali – tłumaczył Marcin Brosz. – Takie mecze będą. To boli, że tak doświadczony zespół jak Legia traci gola po kontrze pięć minut przed końcem. Jest już jednak po meczu i liczy się to, co przed nami – powiedział Jacek Magiera. - Myślę, że na początku sezonu, gdy forma nie jest optymalna nie należy przeciążać głów problemami. Wraz z jej optimum grać nam się będzie na pewno lepiej – dodawał Kiko Ramirez. - Nadal poszukujemy optymalnego ustawienia. Powinniśmy podejmować lepsze decyzje. Z tymi dobrymi decyzjami będzie najłatwiej, z dnia na dzień będziemy coraz mocniejsi – to Mariusz Rumak. - Jeszcze dużo pracy przed zespołem, żeby to wszystko dobrze działało. Czas będzie pracować na naszą korzyść, będziemy zbierać doświadczenie – wypowiedział się Radosław Mroczkowski. - Czeka nas dalej wiele pracy. To zwycięstwo z Lechią to dobry prognostyk i wierzę, że krok po kroku ta drużyna czynić będzie postępy – nie mogło zabraknąć Michała Probierza. – Czeka nas jednak sporo pracy – powiedział po zwycięskim meczu Maciej Skorża. - Trzeba mocno pracować, żeby w następnych meczach być gotowym fizycznie i mentalnie – stwierdził Dariusz Wdowczyk.

Praca. Krok po kroku. Jeszcze dużo przed zespołem. Forma nie jest optymalna. Rozwijamy się. Uczymy się. Będzie lepiej, łatwiej. Poszukujemy. Czas działa na naszą korzyść.

A przekładając język trenerów na przekaz wprost do zawodników pewnie wychodzi inna zbitka: nie wychylajcie się. Nie ryzykujcie. Podania pewne i do najbliższego. Poznawajcie się. Nie kiwajcie, nie traćcie. Szybko przerywajcie akcje. Wracajcie jak najszybciej. Spójnie i bezpiecznie. Wystarczy jedna sytuacja. Czekajcie cierpliwie.

Jak więc można oczekiwać jakości i emocji? Po dwóch kolejkach nie widziałem drużyny, która próbowałaby grać wysokim pressingiem – i rozumiem to, bo byłoby to samobójstwem, w bliższej lub dalszej perspektywie. Średnio na mecz obecnego sezonu przypada 29,5 fauli, zresztą przewinień było w sumie 472 zaledwie o jedno mniej niż kluczowych podań (473).

Warto powiedzieć wprost: obecny start rozgrywek to absolutne dno. W poprzednich czterech sezonach po dwóch kolejkach strzelano przynajmniej 42 gole, teraz jest ich aż 15 mniej. To ogromna różnica.

17/18: 27

16/17: 46

15/16: 42

14/15: 45

13/14: 46

Gdy więc słyszę, że jeden czy drugi trener już jest bliski zwolnienia, wzywany na dywanik lub do dymisji, to aż krew mi się gotuje bardziej niż w jakimkolwiek momencie minionych kolejek. Bo takie podejście to absolutne niezrozumienie specyfiki ich pracy w ostatnim miesiącu. Oni nawet nie są saperami, ponieważ prędzej czy później każdy z nich popełni błąd – lub po prostu przegra. Okaże się słabszy, nie będzie w stanie zareagować na kryzys. I tyczy się to również drużyn, które dwa pierwsze spotkania wygrały, Jagiellonii oraz Wisły Kraków. Zresztą jeśli ktoś powie, że te zespoły w swoich meczach przekonywały i pokazywały dobry futbol, będę pierwszym do zaprzeczenia. Po prostu miały więcej szczęścia: czy do decyzji sędziowskich (Jagiellonia strzeliła wszystkie gole z rzutów karnych), czy sytuacji (kontra Wisły w końcówce).

lato 2013: 47 dni

lato 2014: 47 dni

lato 2015: 40 dni

lato 2016: 60 dni (EURO 2016)

lato 2017: 40 dni

Przerwa w rozgrywkach to pod tak wieloma względami kluczowy moment dla każdej drużyny w Polsce – zwłaszcza w Polsce, gdzie wszędzie dochodzi do ogromnych zmian – że klejenie zespołów w niecałe sześć tygodni graniczy z cudem. I naprawdę trzy kolejki mniej (ESA34?) lub start trzy weekendy później (skrócona faza finałowa w ESA37?) jestem przekonany, że zrobiłyby ogromną różnicę. Oczywiście, że nikt nie nauczy tych piłkarzy lepiej grać w tak krótkim czasie, nie sprawi, że od razu zespół złapie filozofię trenera, ale przynajmniej realnie będzie można oceniać ich przygotowania. I warto się nad tym problemem pochylić tu i teraz, a nie przekładać to na wrzesień, gdy problem po pierwszej przerwie na reprezentację może zniknąć. 

Dziś na dobrą sprawę nie wiemy niczego. Odpuścić drużynie dwa dni, a może przez ten okres zrobić po dwie sesje treningowe? Dokręcić czy poluzować? Badania krwi, GPS… Ale już słychać w klubach, że w tak newralgicznym momencie nawet przy odpowiedniej kontroli trenerzy działają po omacku – po prostu nikt nie chce się do tego przyznać. Lepiej ten dramatyczny moment przeczekać. Zagrać do najbliższego. Bezpiecznie. Nie wychylać się. Jak nie zawalisz wyraźnie to nikt nie zauważy. Przykryje się, kibic zapomni. A może już w ogóle na stadion nie przyjdzie.

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • Gość: [white] *.logitus.pl

    Z większością tez się zgadzam ale...
    "Po dwóch kolejkach nie widziałem drużyny, która próbowałaby grać wysokim pressingiem"
    A Górnik Zabrze? Pierwsza połowa z Legią to gonienie po całym placu. Z Jagą nawet w "10" przy wyniku 1-1 pressowali wysoko i białostoczanie walili po autach...

    Jasne, ESA37 to produkt bardziej marketingowy, nie sportowy ale leczy mnie to narzekanie naszych coachów. Nie pamiętasz, jak Czesław "711" był orędownikiem przejścia na system wiosna-jesień? Więc kiedy wprowadzono de facto taki system, to zmienił gadkę na "to się nie godzi, nie mamy kiedy trenować, ciągle mamy albo przygotowanie do meczu, albo mecz, albo analizę".
    Czas na trening jest zimą, kiedy nasi ligowcy mają przerwę dłuższą o 5 tyg. od takiej Bundesligi.

  • Gość: [sOMgorsi] *.play-internet.pl

    No to ja mam takie pytanie. Ile czasu na regeneracje potrzebuje "profesjonalny" piłkarz który rozegrał 30-40 spotkań o raczej średniej intensywności ( w porównaniu do innych lig zachodnich) który ma 5 tyg przerwy zimowej + w między czasie przerwy reprezentacyjne? Już nie mówiąc o tym, że oni nie biegają codziennie po 30km na treningach, chyba 1,5 godziny ćwiczeń z piłką, aż tak nie eksploatuje ich organizmów.

© Zachodny do tablicy
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci