Menu

Zachodny do tablicy

Futbol analitycznie, statystycznie i konkretnie - na tablicy Michała Zachodnego.

Trenerze, proszę nas wyróżnić!

mzachodny

Na trzech najwyższych poziom w polskiej piłce klubowej już w 33 z 52 klubów pracują trenerzy zatrudnieni w 2017 roku. Chociaż dopiero kończy się trzeci kwartał, to w niektórych miejscach to stanowisko było obsadzane nawet częściej. A ostatnie ruchy na tzw. karuzeli trenerskiej świadczą o tym, że kolejne zmiany trenerów są niczym innym, jak głośnym wołaniem o pomoc.

Nie pomoc w utrzymaniu, zażegnaniu kryzysu, wywalczeniu mistrzostwa, przemeblowaniu składu. Patrzę głównie na Piasta Gliwice, Legię Warszawa i Lechię Gdańsk – w każdym z tych klubów prezesi usprawiedliwiając zmianę trenera mówili o dopasowaniu nowego szkoleniowca do wizji, choć… tak naprawdę nikt nie może powiedzieć, jaka ta wizja jest. Może to właśnie Waldemar Fornalik, Romeo Jozak i Adam Owen mają ją kształtować, jednak czy są świadomi, że akurat w Ekstraklasie więcej się o „planach na przyszłość” mówi, niż je realizuje lub wspiera?

Ekstraklasa nie jest odpowiednim środowiskiem rozwoju czegokolwiek. Spójrzmy na najnowsze badania CIES – pod względem średniej wieku piłkarzy na boisku liga jest na siódmy miejscu (27,26); pod względem średniego czasu spędzonego w klubie zawodników z podstawowego składu na jedenastym (1,5 roku); w jej drużynach tylko 10% czasu na boisku spędzili zawodnicy tam szkoleni przez przynajmniej trzy sezonu w wieku od 15 do 21 lat (to dziewiąty najniższy wynik). I wreszcie spójrzmy na wyliczenie Rafała Steca: zapominając na chwilę o Piotrze Stokowcu (o nim za chwilę), średni czas pracy szkoleniowca w Ekstraklasie to 127 dni.

W skrócie: wszystko, co powinno wam się kojarzyć z Ekstraklasą powinno być związane z jej krótkoterminowością.

Wracając do Zagłębia Lubin i Piotra Stokowca – to jego przykład wyróżnił Robert Podoliński, były trener Dolcanu Ząbki, Cracovii i Podbeskidzia Bielsko-Biała, w najnowszym podcaście #CafeKopalnia. Rozmawialiśmy w dniu, gdy w Gdańsku „przesunięto” Piotra Nowaka do roli dyrektora sportowego, a Adamowi Owenowi przekazano stery pierwszego zespołu.

Podoliński opowiada bardzo ciekawie o specyfice pracy trenera w Polsce, o tym, że niektórzy koledzy po fachu są świadomi tymczasowości i stawiają wyłącznie na metodę „grill i piwko”, bo najdłużej utrzymać się można tylko dzięki przychylności piłkarzy. I powiedział, że w tym całym zamieszaniu kibicuje właśnie Stokowcowi, jedynie Zagłębie wyróżnił jako klub, który w pełni realizuje wizję.

Wizję, którą wprowadzał Richard Grootscholten, ekspert od tworzenia akademii z Holandii. Gdy w Lubinie budowano boiska i remontowano budynek dla młodzieży, pierwszy zespół leciał z Ekstraklasy. Po odświeżeniu składu i pozbyciu się przestarzałych oraz przepłaconych piłkarzy postawiono na zawodników młodszych i w rok Zagłębie wróciło na najwyższy poziom, a potem do europejskich pucharów. Co ważne, wciąż z tym samym trenerem.

W połowie marca 2016 roku rozmawiałem przy okazji jednej z konferencji trenerskich z Grootscholtenem i usłyszałem od niego kilka mocnych tez. „Nowa akademia i system szkolenia powinny dać Zagłębiu przynajmniej jednego zawodnika, który zostanie sprzedany za kilka milionów euro”, powiedział. „Jestem zdania, że – idąc wytyczoną ścieżką – za trzy, cztery lata możemy wygrać Ekstraklasę”, dodawał.

Wywiad opublikowałem, a po kilku tygodniach byłem w panelu dyskusyjnym po publikacji „Narodowego Modelu Gry” na konferencji PZPN. Powiem szczerze: zszedłem ze sceny spompowany, bo audiencja była dostojna, bo z publiczności moje uwagi krytykował Antoni Piechniczek („Żeby trenerem być to najpierw trzeba potrenować”, zwrócił się do mnie). I starając się zrozumieć sens tego przekazu krążyłem po kuluarach… wpadając na dwie osoby z Lubina.

- Wie pan, że mam przez pana problemy? – zagaił mnie ówczesny prezes „Miedziowych”, Tomasz Dębicki. Byłem w szoku. Ja? Dlaczego? No i się okazało: tezy Richarda Grootscholtena były dla jego (już byłych) pracodawców zbyt odważne. – My wolimy na spokojnie, powoli i cierpliwie do tego podejść. Zobaczymy co będzie, ale najważniejsze, że mamy już trenera – dodawał.

I kilka tygodni później równie ostrożnie na temat słów Grootscholtena wypowiadał się… Piotr Stokowiec w Lidze+ Extra. Prezes i trener mieli rację.

Popatrzcie na poprzedni sezon: Zagłębie grało przez większość sezonu słabo, nie było pressingu, kreatywności, szybkości… I na koniec rozgrywek zakończonych w grupie spadkowej powiedziano, że trzeba coś zmienić. Tu była największa rewolucja: nie pożegnano trenera, ale dziewięciu zawodników. Tylu również sprowadzono, co ciekawe pięciu z niższej ligi, Bartłomieja Pawłowskiego z niebytu (sześć meczów w Lechii). A Stokowiec po kilku kolejkach zmienił również system gry, dziś jego drużyna gra w ładnym stylu, ofensywnie i zaskakując rywali czymś nowym. Nowym, co nie byłoby możliwe bez wiedzy Stokowca (o zawodnikach, których miał, ich atutach i wadach, przygotowując ich kolejny rok) oraz wsparcia zarządu.

Dziś Zagłębie to druga drużyna w lidze, druga najlepsza obrona, drugi najlepszy atak, czwarty najmłodszy zespół (śr. wieku wyjściowej jedenastki), w którym aż 86,7% goli strzelili Polacy (najwięcej w Ekstraklasie).

Dziś Stokowiec ma 88 spotkań za sobą w roli trenera Zagłębia. Pomyślcie, jaki to bagaż doświadczeń, przemyśleń i ile może z tego skorzystać w porównaniu do Owena, który zadebiutuje w roli pierwszego trenera Lechii właśnie w bezpośrednim starciu w sobotę. Niezależnie od tego, czy pracuje od wczoraj, czy – jak jest faktycznie – od kilku tygodni, dla Walijczyka wszystko, co zdarzy się tego dnia będzie nowością.

Mówił o tym Romeo Jozak po swoim pierwszym spotkaniu z Cracovią (1:0), w którym Chorwat debiutował w tej roli. Wszystko to już znacie: wcześniej był znanym w światowym środowisku piłkarskim ekspertem od szkolenia młodzieży, nauczycielem trenerów w Chorwacji, prowadził wykłady, kursy… Ale nigdy nie miał okazji zarządzać szatnią pełną dorosłych piłkarzy.

Owen, podobnie jak Jozak, był wielokrotnie w pobliżu, odpowiadał za część, wyimek pracy w sztabie, ale nie za podejmowanie decyzji dotyczących całości. To ogromny przeskok, wielu asystentów się o tym przekonało idąc na swoje – nie tylko w Ekstraklasie, ale także w znacznie lepszych ligach.

Wczoraj z przymrużeniem oka przyjmowaliśmy zatrudnienie kolejnego po Jozaku doktora w Ekstraklasie – naukowców z licencjami UEFA Pro, które zdobyć jest cholernie trudno, zajmuje to wiele czasu i wymaga wszechstronnej wiedzy, determinacji. Było trochę śmiechu, ale poważnie podchodząc do tematu można zauważyć, że i w Gdańsku, i w Warszawie uznano, że… trzeba się wyróżnić. Zaryzykować. Podjąć decyzję dziwną i niepopularną. Zadziwić i rozbawić.

A może po prostu uciec od tego zaklętego kręgu o którym mówił Podoliński: najpierw trenerów od grilla i piwka, a potem od pracy. I tak w kółko. Wchodząc w nieznane robią to nie sami, ale razem z piłkarzami, którym trudniej przyjdzie ułożyć nowych, zagranicznych szkoleniowców, sterować nimi i, koniec końców, pozbyć się, gdy po 127 dniach przyjdzie pierwszy kryzys.

Podoliński zauważa wyjątkowość dwóch polskich trenerów: Stokowca i Ireneusza Mamrota, który po kilku latach ciągłej, spokojnej i bardzo dobrej pracy w Chrobrym Głogów dostał szansę w Białymstoku. Jagiellonię układa po swojemu, zmienia w porównaniu do obrazu drużyny Michała Probierza – znów, efekt stabilizacji, która znudziła się wpierw trenerowi, nie jego szefom. Ewenement! – ale powoli wszystko zaczyna funkcjonować.

Oni odnaleźli się w stabilnych warunkach, po nich widać i styl pracy, i styl gry ich drużyn. Potrafią wyprowadzić zespoły z kryzysów, spokojnie radzą sobie z problemami, nie przerasta ich ambicja. I mogą liczyć na wsparcie.

W idealnym świecie działoby się tak w większej liczbie klubów, mniejsza część wirowałaby między strategią stawiania na obcokrajowców, a potem na Polaków. Jednak to sprawiło, że chaotycznie działającym szefom drużyn trudno jest i poprzeć szkoleniowca, i… mówić o wizji. Stąd słysząc słowa o tym w Warszawie i w Gdańsku stwierdzam, że prezesi sami… odbierają sobie alibi.

Jeśli ich eksperymenty zawiodą, to znaczy, że nie Owen i Jozak nie dostali ani swobody działania, ani szansy przetrwania kryzysów, ani czasu na przygotowanie zespołu, ani okresu budowania drużyny na swój pomysł. I zwalniając ich zostaną obnażeni totalnie, spotęgowane zostaną żarty o doktorach, imponujące CV Walijczyka i Chorwata zostanie podarte i wyplute, a oni będą sami z własną wizją.

Co im wtedy przyjdzie zrobić? Tylko grilla i piwko.

© Zachodny do tablicy
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci