Menu

Zachodny do tablicy

Futbol analitycznie, statystycznie i konkretnie - na tablicy Michała Zachodnego.

Carlitos, Wisła Kraków i "One man show"

mzachodny

Niektórym kibicom Wisły Kraków może wydać się to nieprawdziwe, ktoś może dopatrzyć się braku docenienia pracy innych, ale prawda jest taka, że "Biała Gwiazda" w tym sezonie jest niesiona na barkach Carlitosa i zwycięstwo ze Śląskiem Wrocław (2:0) jest tego kolejnym przykładem.

Kolejnym, ponieważ Carlitos ma już dziewięć goli w tym sezonie, we Wrocławiu dołożył również drugą asystę. Bez jego bramek i ostatnich podań Wisła miałaby nie dwadzieścia, ale sześć punktów. Zamiast być blisko podium i w połowie drogi do celu (grupa mistrzowska), to znajdowałaby się za Cracovią.

Przeciwko Śląskowi zagrał bardzo dobrze, czuł się świetnie w tym (tak mało charakterystycznie dla naszej ligi) otwartym meczu, gdzie obie drużyny kombinacjami krótkich podań i ruchem bez piłki starały się stwarzać zagrożenie. A Carlitos stwarzał do najwięcej.

W trzeciej minucie gonił za piłką do linii bocznej, po zwrocie podrzucił ją nad rywalem i głową zgrał do kolegi. W dziewiątej niemal na siedząco ograł Michała Chrapka i Piotra Celebana, by następnie stworzyć okazję Pawłowi Brożkowi. W dwudziestej zwodem na prawą nogę i założeniem siatki Igorowi Tarasovsowi wykreował szansę sam sobie, ale strzelił prosto w Jakuba Wrąbla. Pięć minut przed przerwą przejął piłkę na własnej połowie i pięknym, kilkudziesięciometrowym prostopadłym podaniem znów dał się wykazać Brożkowi.

Po przerwie ten "One Man Show" trwał, gdy w pięćdziesiątej minucie zaliczył asystę zewnętrzną częścią stopy do Imaza. Kilkadziesiąt sekund później przy linii bocznej prostopadle zagrał... krzyżakiem. Jak często widzicie takie zagrania w Ekstraklasie? Zwłaszcza w jednym meczu, w tak krótkim odstępie czasu i u jednego zawodnika?

Kwadrans przed końcem sam ruszył na rywali z kontrą, piłkę stracił przy próbie podania piętą, ale zaraz ją odzyskał, nawinął obrońcę i tylko interwencji Wrąbla Śląsk zawdzięcza ratunek.

carlitos

W tym meczu zaliczył dziewięć prób dryblingów i każdą miał udaną, wygrał 14 z 26 pojedynków (najwięcej w sezonie), do tego pięć z sześciu kluczowych podań było dokładnych. Radził sobie i ze stoperem niskim, silnym, zwrotnym (Celebanem), i wysokim, ostro grającym (Tarasovsem). Nie ograniczał się do strefy środkowej, do tych konkretnych rywali, ale wchodził w pojedynki z siedmioma innymi zawodnikami Śląska. Otrzymał od kolegów 39 podań, zdecydowanie więcej niż drugi pod tym względem Paweł Brożek (24).

Jak na jego sylwetkę, średni wzrost i wagę (176 cm/70 kg) jest zaskakująco silny, potrafi postawić się rywalowi, odpowiednio ochronić piłkę, a następnie od obrońcy się oderwać i mu uciec. Nie ma jednego konkretnego zwodu, ale jest wyszkolony na takim poziomie, że zaskakuje różnymi rozwiązaniami: piłką prowadzoną podeszwą, przekładanką i przyspieszeniem na wolne pole, obrotem z przyklejoną futbolówką do wewnętrznej części stopy... Zresztą średnio ma więcej dryblingów (7 na mecz) czy kluczowych podań (4,2), niż strzałów.

Jednak jak na zawodnika, który w zasadzie jedynie zajmuje pozycję napastnika, a tak naprawdę ma pełną swobodę w grze i bliżej mu do "dziesiątki", to jego wykończenie akcji jest również na wysokim poziomie. Nie chodzi tylko o gole, ale w ogóle celność strzałów, często pod presją, w tłumie. Zresztą spójrzmy na statystyki: InStat za okres ostatnich trzech miesięcy podaje, że jest to poziom 61%, przy 3,5 uderzeniach na mecz. Wydaje się, że niewiele? Otóż porównując z danymi EkstraStats (sprzed kolejki) widzimy, że na podobnym poziomie są w czołówce strzelających jedynie Marcin Robak (61%) i Igor Angulo (58%). Dla porównania: celność strzałów Armando Sadiku to 20%, Krzysztofa Piątka - 32%, Jakuba Świerczoka - 45%, Marcio Paixao - 44%. Zresztą spójrzmy na poprzednie sezony: około 60% mieli Nemanja Nikolić (61% w 2015/16 i 58% w 2016/17), Kasper Hamalainen (68% w 2015/16) i Paweł Brożek (55% w 2015/16). Reszta poniżej połowy.

Warto wrócić na koniec do wyjściowego wniosku: Carlitos niesie Wisłę do zwycięstw. Oczywiście, że pomija to udział kilku zawodników, lecz żaden inny piłkarz "Białej Gwiazdy" nie prezentuje takiego poziomu, umiejętności i to tak regularnie. Zresztą: dlaczego ktoś miałby uważać, że posiadanie wybijającej się indywidualności to coś złego, powód do oburzenia? Biorąc pod uwagę przykład Wisły, Carlitos dla klubu na razie znaczy dużo więcej: jest najlepszym przykładem, argumentem na ich politykę zatrudniania obcokrajowców z niższych lig hiszpańskich, innych regionów Europy. I też pokazuje, że w Krakowie zrobiono znacznie niższym kosztem kluczową rzecz dużo lepiej niż w Poznaniu czy w Warszawie: wyszukano napastnika, lidera.

Jak na piłkarską społeczność ogarniętą manią oceniania - oceny po meczach trzeba wystawiać koniecznie, klikają się świetnie, a najlepiej same jedynki, mniejsza o ich merytoryczność, jakiekolwiek ramy, choć to temat na osobny wpis - wyróżnianie takiego piłkarza jak Carlitos, który głową i ramionami wyrasta nad kolegów powinno przychodzić z łatwością. Nie jest to "drużyna jednego zawodnika", ale już na tym konkretnym opierająca swoją grę w ataku. Patrząc na efekty bramkowe i boiskowe można Carlitosa Wiśle tylko pozazdrościć.

© Zachodny do tablicy
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci