Menu

Zachodny do tablicy

Futbol analitycznie, statystycznie i konkretnie - na tablicy Michała Zachodnego.

Szymon Żurkowski, ostatni „box-to-box” w Ekstraklasie?

mzachodny

Kawałek już drogi pokonaliśmy, skoro czasem dyskusja o piłce może być o pozycji, roli i przyszłości piłkarza, a nie tylko o decyzjach sędziowskich. Jednak temat Szymona Żurkowskiego jest ciekawy, ponieważ dotyczy zawodnika w roli, która we współczesnym futbolu… dogasa.

Gdyby poszukać elementów w których w sobotnim meczu Górnik Zabrze zdominował Lecha i wygrał 3:1, to należałoby wspomnieć o elementach niekoniecznie technicznych. To motoryką, energią i fizycznością wyróżniali się gospodarze, wytrzymując nawet fragment największego nacisku rywali, by komfortowo dowieźć wynik do końca w ostatnich dwudziestu minutach.

gorniklech

Ten mocny finisz Górnik zawdzięcza zmianie, którą zrobił Marcin Brosz – za Łukasza Wolsztyńskiego wpuścił na boisko Macieja Ambrosiewicza. – On uporządkował środek pola po tym, jak goście zmienili ustawienie. Do tego Szymon Żurkowski i Szymon Matuszek pomogli, a końcową część meczu wygraliśmy właśnie tą strefątłumaczył po spotkaniu szkoleniowiec zabrzan.

To w tym fragmencie Żurkowski został przesunięty wyżej, na pozycję numer dziesięć, po chwili dodał asystę przy decydującym golu Igora Angulo. Zresztą dla młodzieżowego reprezentanta Polski był to wyjątkowy mecz: oprócz decydującego podania strzelił swojego pierwszego w Ekstraklasie gola, to jego pressing, przechwyt piłki niejako doprowadził do faulu na Danim Suarezie i rzutu karnego.

Wkład Żurkowskiego był oczywiście większy. Miał w tym meczu najwięcej pojedynków stoczonych (31), także wygranych (16), w Górniku tylko Wolsztyński otrzymał więcej podań (43 do 28), jednocześnie Żurkowski był najczęściej dryblującym zawodnikiem gospodarzy (10 prób), żaden z kolegów nie zaliczył więcej kluczowych podań (3).

zurkowskilech

Mecz jak cały sezon w przypadku 20-latka. W końcu sprawdzając jego statystyki (dane InStat po 14. kolejkach) na tle ligowym możemy dostrzec, że Żurkowski jest trzecim najlepiej dryblującym zawodnikiem, piątym z najwyższą liczbą wygranych pojedynków, trzecim pod względem zebranych drugich piłek na połowie przeciwnika, trzynastym najczęściej odbierającym, piętnastym najczęściej strzelającym i najczęściej faulowym zawodnikiem. Mówiąc krótko: wszędzie go pełno.

Zauważają to również selekcjonerzy – nie tylko Czesław Michniewicz, ale również Adam Nawałka. Gdyby nie trwająca walka młodzieżówki w eliminacjach, to możliwe, że Żurkowski znalazłby się w kadrze seniorów. Natomiast obydwu selekcjonerom imponuje bardziej nie fakt, że młokos może nabić 14 kilometrów w meczu, ale to, że w końcówce spotkania biega tak szybko na krótkim i długim dystansie, jak w pierwszym kwadransie. Wystarczy przypomnieć indywidualną akcję pomocnika Górnika z meczu z Pogonią w Szczecinie, a nawet wybrać sytuację, gdy mógł strzelić czwartego gola Lechowi.

Ostatnim środkowym pomocnikiem, który pojawiałby się w tak różnych – zarówno defensywnych, jak i ofensywnych – klasyfikacjach był Kamil Vacek z jego sezonu w Piaście Gliwice. Czech świetnie dryblował, wchodził często w starcia, do tego potrafił szybko i celnie zagrać do przodu i jeszcze nadążyć za akcją.

Są między nimi pewne różnice, ale pod względem dynamiki, zaangażowania pod obiema bramkami wyróżniali się spośród wielu środkowych pomocników. To także efekt tego, że coraz rzadziej widzimy piłkarzy w typie „box-to-box” w środkowej strefie, gdzie częściej występują specjaliści: dwie „szóstki” i jedna „dziesiątka”. Albo nawet jeśli znajduje się miejsce dla „ósemek”, to nie grających tak… ekspansywnie jak Żurkowski czy (dwa lata temu) Vacek. Maciej Gajos mógłby być tego typu pomocnikiem, ale ogranicza go taktyka Lecha, swoboda dawana innym (Jevticiowi, Majewskiemu). Nie był nim Vadis Odjidja-Ofoe, który przecież Legię do tytułu mistrzowskiego poprowadził po przeniesieniu go przez Jacka Magierę na „dziesiątkę”.

O tym, że pomocników w typie „box-to-box” jest coraz mniej wiemy nie od dziś. Jonathan Wilson – osoba której wiedzy i spojrzeniu możemy zaufać – pisał w 2009 roku, że kończą się czasy Lampardów, Gerrardów, czyli pomocników atletycznych, siłowych, przebojowych, pracujących na całej długości boiska, przez to też niekoniecznie zdyscyplinowanych taktycznie, potrzebujących wsparcia. Nawet Żurkowski takie wsparcie ma w osobie Matuszka, a gdy miałem okazję rozmawiać z nim i z Ambrosiewiczem, to pierwszy mówił o swoich inklinacjach ofensywnych, drugi – defensywnych.

W swoim tekście dla Guardiana Wilson wymienia także powody, które są wciąż aktualne: coraz mniej drużyn gra ustawieniem 4-4-2, które pomocników „box-to-box” wypromowało, a także… coraz bardziej liberalne podejście do zasady pozycji spalonej, które „rozciągnęło” formacje (i ograniczyło odpowiedzialność, spowodowało pojawienie się wspomnianych specjalistów w drugiej linii). Dalej idąc możemy zauważyć, że przy wzroście intensywności pressingu – to najnowszy trend w futbolu – mecze bywają otwarte, ale też… „sprasowane” na coraz mniejszej przestrzeni. W środku pola liczą się więc sprinty krótkie, nie długodystansowe.

Stąd może porównywanie Żurkowskiego do innych pomocników – nawet z ligi, z reprezentacji – jest tak trudne. Zwłaszcza, że on jest skrojony idealnie pod Górnika. Jedyny zespół tak wyraźnie grający w 4-4-2, którego kontry to w zasadzie ataki przez całe boisko, bazujący na dynamice i atletyczności. Do tego nie rozliczany z tego, co w ostatnich latach stało się jedną z naczelnych wartości w piłce: dokładności zagrania. W Ekstraklasie Górnik ma najniższe posiadanie piłki (poniżej 40%) i najniższą dokładność podań (poniżej 70%). Także Żurkowski nie podaje dokładnie: z Lechem, jak i w trzech wcześniejszych spotkaniach ligi celność była poniżej 70%, średnia w sezonie to 79%.

Ciekawsze jest więc to, co stanie się z Żurkowskim poza Górnikiem, albo jak będzie wyglądał, gdy stanie się to, przed czym od jakiegoś czasu Brosz przestrzega piłkarzy: rywal sam się cofnie i odda posiadanie piłki. Czy w kolejnych latach młody talent rozwinie się w bardziej zdyscyplinowanego zawodnika, będzie potrafił znaleźć kompromis między wykorzystaniem swojej atletyczności a potrzebami taktycznymi innych zespołów? Pozwoli przypisać się do konkretnej roli? Nabierze wraz z doświadczeniem większego zrozumienia gry, które jeszcze jego możliwość rozwinie?

To oczywiście przyjemne rozważania, bo sam fakt, że pod naszym okiem rozwija się piłkarz w pewnych względach wyjątkowy jest po prostu fajny, jak i cała historia Górnika. Żurkowski, niegdyś reprezentant Polski w baseball, teraz może wejść… wbiec na ten poziom w piłce nożnej. Dwa lata temu grał w Centralnej Lidze Juniorów w Gwarku Zabrze, jesienią ubiegłego roku częściej występował w trzecioligowych rezerwach Górnika, niż na zapleczu Ekstraklasy. Dziś rozmawiając o atutach piłkarskich Żurkowskiego z najważniejszym trenerem w kraju można dostrzec błysk w oku, który wcześniej „zaszczycił” naprawdę niewielu.

© Zachodny do tablicy
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci