Menu

Zachodny do tablicy

Futbol analitycznie, statystycznie i konkretnie - na tablicy Michała Zachodnego.

Ten przeklęty Jürgen Klopp

mzachodny

Nie ma żadnego przypadku w tym, że spośród trenerów z którymi Pep Guardiola mierzył się najczęściej, to z Jürgenem Kloppem ma najgorszy bilans. A niedzielna porażka Manchesteru City z Liverpoolem (3:4) była też idealnym przykładem na to, jak grać przeciwko drużynom hiszpańskiego szkoleniowca.

 

Nie lubię cytować swoich tekstów, ale może ten jeden raz zrobię wyjątek. W ostatnim dniu 2016 roku – i w moim ostatnim tekście na Sport.pl – podsumowywałem dwanaście miesięcy angielskiego futbolu, który w kwestiach Premier League i reprezentacji był głównie wyśmiewany. Ale na koniec zdarzyło się starcie Liverpoolu z Manchesterem City (1:0) i w nim widziałem szansę na poprawę stanu rzeczy wyspiarskich piłki.

Pisałem: „Naprawdę Anglia nie zawali się, ponieważ w głosowaniu na stu piłkarzy 2016 roku Wayne Rooney otrzymał dwa głosy i po raz pierwszy od lat w ogóle nie został sklasyfikowany. Chodzi tylko o przyjmowanie lekcji i nauki od szkoleniowców bardziej utytułowanych i otwartych, którzy wiedzą w którym kierunku zmierza współczesny futbol. W ostatnich godzinach roku odcięcia się od kontynentu – wiadomo: spodziewana formalizacja Brexitu (ha! – akt. przyp. red.) – Klopp oraz Guardiola udowodnili, dlaczego warto im zaufać.”

Dziś te słowa wybrzmiewają jeszcze mocniej, ponieważ udowadnia to dynamika ligi. Liverpool naprawdę się rozpędza – żarty o „maszynie, która ruszyła” odłóżmy na bok – wygląda po prostu „świeżo” na tle projektów dogorywających (Arsenal), na skraju załamania (Chelsea), wyhamowanych (Tottenham) czy wciąż niedoskonałych (Manchester United). Manchester City ma za to fenomenalny sezon, po prostu. Nawet styl niedzielnej porażki: przecież gole tracone na początku drugiej połowy były pewnym podobieństwem do wysokich porażek z poprzednich rozgrywek. A jednak tym razem piłkarze Guardioli podnieśli się, pewnie mając jeszcze z pięć minut więcej tego meczu skończyłoby się remisem. Takie reakcje cechują mistrzów.

Ale ten mecz oglądało się świetnie zwłaszcza przez pryzmat taktyczny – plan Kloppa versus plan Guardioli. Niemiec mówił po spotkaniu, że można oglądać City nawet kilka razy, wie się doskonale czego należy unikać, a co trzeba robić, ale wdrożyć to… „Jest to trudne, lecz możliwe. Potrzebujesz bardzo dobrej drużyny i dzięki Bogu ja taką mam!”, mówił Klopp. – Chcąc pokonać City nie masz alternatywnego rozwiązania. Może jeśli wygrasz los na loterii i oni będą sami na siebie wpadali! Będziesz bronił się głęboko w swoim polu karnym i liczył, że nic się nie stanie, co jest mało prawdopodobne. A my jesteśmy Liverpool, nie możemy tak grać. Musisz być odważny, grać piłką. Mówiąc o City wskazuje się na to, jak oni rozgrywają akcję, ale są też fenomenalnie zorganizowani. Więc przeciwko takiej drużynie musisz wykorzystywać przestrzenie przez które my graliśmy i stwarzaliśmy sytuacje, nie ma innej alternatywy - tłumaczył.

Jeszcze bardziej dosadnie przedstawił to Alex Oxlade-Chamberlain, według mnie najlepszy piłkarz niedzielnego spotkania (widzicie? Anglik potrafi!). – Lubią grać od własnej bramki i są w tym świetni. Ale my rośniemy w meczach z rywalami, którzy tak próbują. To nam pomogło. Planem było bronić na całym boisku, ganiać za nimi i wtedy stwarzać sobie sytuacje do ataków w stylu, jakim potrafimy grać – mówił strzelec pierwszego gola. Zresztą również środkowy pomocnik – Georginio Wijnaldum – dał prowadzenie i zwycięstwo Liverpoolowi w przywoływanym meczu z grudnia 2016 roku.

A Guardiola? W zasadzie styl gry jego drużyny był na Anfield identyczny, jak w każdym z poprzednich meczów tego sezonu. Z wysoko ustawionymi napastnikami przy wznowieniu z „piątki”, z pressingiem, z szukaniem prostopadłych podań z drugiej linii, z szalejącym Kevinem de Bruyne wspierającym skrzydłowych. Ale znów okazało się, że styl Kloppa to kryptonit na styl Guardioli. – Tak trudno gra się z Liverpoolem na Anfield, przy ich agresywnym, ofensywnym futbolu, ze wspierającymi ich kibicami. Chociaż całkiem nieźle kontrolowaliśmy ich kontry, to odbudowa po drugim golu nie była najlepsza – tłumaczył.

A ja znów wrócę do cytowanego tekstu, bo z niego są ciekawe słowa o „efekcie wow”, czyli pierwszym starciu obydwu szkoleniowców w meczu o Superpuchar Niemiec w 2013 roku, który Borussia wygrała 4:2 z Bayernem. – Różnimy się pod względem pomysłu na grę, ale ten jego (Niemca – red.) bardzo lubię. Może Klopp to najlepszy trener pod względem kreowania drużyn, które atakują obronę rywali ja największą liczbę piłkarzy, z każdego miejsca na murawie. Mają intensywność bez i z piłką, co jest niełatwe do osiągnięcia. Nauczyłem się tego w naszym pierwszym starciu w Niemczech – mówił przed tamtym meczem Guardiola. W kontekście jego słów można przypomnieć sobie akcję Andy’ego Robertsona, który w 75. minucie rzucił się szarżą z pressingiem niemal na każdego z obrońców City po kolei. Wyglądało to spektakularnie i nie było dalekie od sukcesu.

via GIPHY

Do meczu z 2013 roku wraca w swojej książce o piłkarskiej filozofii Kloppa analityk taktyczny Martin Rafelt i choć krótko, to wspomina, że tamten sezon był dla Niemca wyjątkowy pod względem skupienia się na momentach przejścia z obrony do ataku. Autor nazywa to „niepozorną zmianą kursu”, nowy styl pressingu (na środkowych pomocników przeciwnika) określa mianem „adoptowalnego i atrakcyjnego”. I można powiedzieć, że to również w środkowej strefie rozstrzygnęło się niedzielne spotkanie: trio Emre Can – Wijnaldum – Oxlade-Chamberlain zdominowało swoich rywali. Dość powiedzieć, że de Bruyne miał niemal tyle strat (12), ile cała trójka Liverpoolu razem wzięta (13).

Jeśli ten pressing działa, to przede wszystkim zabiera się możliwość prostopadłych podań City. Przypomnijmy porażkę Liverpoolu 0:5, co zrobił również Klopp w niedzielę. – Do czerwonej kartki Mane nasza gra wyglądała identycznie, jak dziś – powiedział po zwycięstwie. Ale wtedy po zejściu Senegalczyka zabrakło zawodnika do bardziej agresywnego, zindywidualizowanego pressingu. Liverpool zaczął bronić strefowo i nisko w 4-4-1 i… przy 1:0 Oxlade-Chamberlain nie zdążył do de Bruyne, przy drugim trafieniu Belg mógł stworzyć przewagę na skrzydle swobodnie dośrodkować, przy trzecim i czwartym kluczowe były prostopadłe podania, przy piątym Leroy Sane miał zbyt dużo miejsca na strzał z tzw. „strefy prawdy”.

A w niedzielę siły były wyrównane przez 90 minut, Liverpool mógł odpowiednio pressować, blokować linie podania i potem kontrować – tych kontr (przez InStat definiowanych jako ataki trwające mniej niż 30 sekund i poruszające się do przodu szybciej niż 2,6 metrów na sekundę) zresztą The Reds zaliczyli aż 34, najwięcej przeciwko Manchesterowi City odkąd szkoleniowcem jest Pep Guardiola. A City mieli problemy z ich przerywaniem, Klopp słusznie zauważył, że jego drużynie sprzyjała płynność gry, nie było taktycznych fauli rywali (tylko sześć przewinień, trzeci najniższy wynik w tym sezonie, średnia to dziesięć na mecz). Cała ofensywa (dwóch najbardziej wysuniętych środkowych pomocników, skrzydłowi i napastnik) Liverpoolu odzyskiwała piłkę 23 razy, ich rywale – tylko dziewięciokrotnie.

 

Zakończenie fenomenalnej serii City – bo to seria fenomenalna, przy rywalach znacznie mocniejszych niż ci, których miał Arsenal w swoim cudownym „niepokonanym” sezonie – wymagało czegoś wyjątkowego i trzeba przyznać, że ten przełom pierwszego i drugiego kwadransa po przerwie takim był. Trzy gole strzelone w tym czasie przez Liverpool to kwintesencja drużyn Kloppa. Trafienie na 2:1 to Wijnaldum i Oxlade-Chamberlain pressujący de Bruyne na własnej połowie z tym drugim szarżującym, podającym do Roberto Firmino. Gol na 3:1 – odzyskanie piłki przez przechwyt (21 na połowie City, rywale analogicznie – 8) Salaha, podanie do Mane i piękny strzał. W momencie pressingu Liverpool za linią środkową miał aż sześciu piłkarzy, City – pięciu! Trafienie na 4:1 to zebranie drugiej piłki i kapitalny przerzut Wijnalduma nad głowami Fernandinho oraz de Bruyna, prostopadłe podanie Salaha, wyjście Edersona i… naturalne zachowanie u Kloppa – pójście za piłką. Egipcjanin dał sobie szansę, po prostu. W tym kwadransie Liverpool zanotował aż 64% wygranych pojedynków nad City, miał osiem strzałów od 46. do 75. minuty, rywale tylko dwa.

golelfc

Nie ma przypadku w tym, że taki pokaz dał Liverpool, a nie którykolwiek z rywali City do tytułu mistrzowskiego w tym sezonie. Tottenham sam pozwolił się kontrować, bo nie grał tak agresywnie, ale już Chelsea, Arsenal i United oddali swoim rywalom pole. Pozwolili im grać, klepać, wbiegać w strefy i uderzać z sytuacji, które były łatwe. Jest i druga strona medalu: Guardiola mówiący o tym, że z tej porażki płynie tylko nauka. Ale jaka? Przed samym meczem najwięcej pisano o tym, jakim sposobem pokonać City, propozycji było wiele (The Times zrobił sondę pośród swoich dziennikarzy…), ale nawet gdy ktoś trafił i wskazał styl Liverpoolu, to nie widzę w Anglii zespołu, który byłby tak odważny, jak Klopp w swoim podejściu. Nawet u Mauricio Pochettino myśli w głowie są bardziej pragmatyczne, a też nie ma tak dynamicznych środkowych pomocników, co Niemiec.

Dlatego nauczką dla Guardioli nie jest szukanie sposobu na kontrę kontry – bardziej utrzymanie poziomu koncentracji, pewnej mentalności. Hiszpan miał rację powtarzając mediom, że porażka musi przyjść, że sezon bez niej City się nie zdarzy. Może nie tyle jej sobie życzył, ale był świadom jej nieuchronności i… większego wpływu pozytywnego, niż negatywnego, mając na uwadze choćby przewagę nad resztą stawki oraz klasę swoich piłkarzy. Przez pryzmat ostatnich spotkań (słabe pierwsze połowy z Burnley i Bristol City) można powiedzieć, że potrzebował bodźca – on na nich mocno opiera swój styl pracy z drużyną – który jeszcze rozwinie jego projekt w Manchesterze. Zwłaszcza w kontekście starcia z zespołem Kloppa nadaje to ich relacji, starciom wyjątkowości. Gdyby grali ze sobą częściej, cała Premier League rozwinęłaby się znacznie szybciej.

Komentarze (4)

Dodaj komentarz
  • Gość: [rysiox] *.icpnet.pl

    dobra analiza p. Zachodny

  • Gość *.olimpnet.pl

    Jak to dobrze, że znowu Pan pisze o Premier League :)

  • Gość: [17wojownik] *.dynamic.chello.pl

    Michał, świetnie się to czyta, nawet gdy się nie oglądało konkretnego meczu. Tak mało w Polsce rzetelnie o taktyce, tym bardziej Twoje teksty wartościowe! Płaciłbym, żeby to czytać. Tak trzymaj, pjona!

  • henerribaso

    Klopp moim zdaniem jednak jest lepszym trenerem. Chociaż Pep radzi sobie równie dobrze, pomimo wszystko Klopp zadziwiał w BVB a teraz tutaj ;) Dobry wpis

© Zachodny do tablicy
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci