Menu

Zachodny do tablicy

Futbol analitycznie, statystycznie i konkretnie - na tablicy Michała Zachodnego.

Na co szykował się Lech Poznań?

mzachodny

Trudno jest podsumować niecałe pół roku Ivana Djurdjevicia w roli szkoleniowca Lecha Poznań. Po pierwsze, to były tylko 22 spotkania. Po drugie, od kilku tygodni w zasadzie trwało tylko wyczekiwanie, kiedy zarząd klubu zdecyduje się na zwolnienie tego szkoleniowca. Po trzecie, nikt nie zobaczył, jaki był jego pomysł na Lecha, ani nawet nie wiadomo, jaka była jego najlepsza jedenastka.

Zacznijmy od tego ostatniego: wedle wyliczeń „Football Observatory” tylko pod względem minut rozegranych w lidze przez jedenastu najczęściej wystawianych zawodników każdego zespołu nasza Ekstraklasa jest w zestawieniu 31 rozgrywek... szóstą ligą od końca (jej średnia 75,72). Natomiast już w samym kraju najbardziej dołują Miedź Legnica (64,62) i Lech Poznań (67,73). "Kolejorz" w tej rywalizacji z drużynami, które są (teoretycznie) bezpośrednimi rywalami przegrywa sromotnie - Jagiellonia jest na trzecim miejscu (78,35), Legia tylko trochę wyżej (72,39), ale i wysoko, jak na zmiany, które już zaszły w tym sezonie ligowym w Warszawie. Dlaczego to istotne zrozumiecie czytając dalszą część tekstu.

Mówi się, że po środku pola pozna się dany zespół. I właśnie w tej strefie dochodziło do największych zmian w Lechu i też najważniejszych. Jedną z ostatnich decyzji Djurdjevicia było pozostawienie poza składem Łukasza Trałkę. O udziale tego pomocnika napisano wiele, ale jego wkład nieznacznie uległ zmianie w tym sezonie: średnia minut na występ spadła z 85 na 78. W trzynastu z 22 meczów w których Djurdjević prowadził Lecha w podstawowej jedenastce wychodził Trałka.

Jednak w środku pola w Lechu działo się sporo i to z dwóch względów. Choćby dlatego, że aż sześciokrotnie Djurdjević w tym sezonie zmieniał ustawienie Lecha. Czasem reagując po porażkach, czasem przygotowując się na konkretnego rywala. Jednak problem w środku pola pozostawał. Jak wyrażały go liczby? W Ekstraklasie zwłaszcza widoczny on był w dwóch aspektach: kluczowych podaniach oraz zebranych drugich piłkach. W pierwszym aspekcie Lech zaliczył spadek ze średniej 15 zagrań na 10 (spadek z piątego na dziesiąte miejsce klasyfikacji), ale też w tym kolejnym, gdzie zapaść jest jeszcze bardziej widoczna. Za Nenada Bjelicy piłkarze Lecha zbierali 79 drugich piłek na mecz (drugi wynik w lidze), u Djurdjevicia już tylko 68 (dwunasty wynik). Mniej było faz przejściowych (jeśli już – to rywala), więcej spokojnego budowania ataków lub odzyskiwania piłki pod własną bramką.

Czego jest to efekt? Choćby zmian w środku pola. Otóż w 22 występach Lecha za szkoleniowca, który miał przetrwać lata tylko trzykrotnie zdarzyło się, by w obrębie tego samego systemu wystąpiło tych samych trzech środkowych pomocników. Rotacja była spora i to aż rzucało się w oczy. W trakcie ostatniego tygodnia w meczu z Rakowem w Częstochowie - ponoć decydującego w kontekście utrzymania Djurdjevicia - wymienił on niemal cały środek pola, a i tak dominował zespół pierwszoligowy z Marcinem Listkowskim w tej strefie, czyli nominalnym skrzydłowym. A decydujący gol wziął się z tego, że Trałka sam musiał radzić sobie z trzema rywalami...

Jest jeszcze jeden aspekt bezradności Lecha w ofensywie, który uwidocznił się także przeciwko Lechii Gdańsk w ostatnim meczu Djurdjevicia. - Dzisiaj graliśmy bez ikry. Przez większość czasu było widać dużo nerwowości w naszej grze - komentował szkoleniowiec, gdy jeszcze sądził, że posada jest jego. A prawda jest taka, że strzelając gola Lechowi łatwo jest ułożyć sobie mecz: tylko raz z pozycji przegranej (przeciwko Górnikowi) zespół odrobił wynik na remis. Dlaczego? Choćby przez to, że ta nerwowość wyrażą się wyborami łatwymi, oczywistymi i dla rywala czytelnymi. W tym sezonie ligowym nikt nie wykonuje więcej podań przygotowawczych (nie mijających piłkarzy przeciwnika) od Lecha (163, ligowa średnia to 114!). W poprzednim sezonie ten wynik był niższy (125), co w odniesieniu do wszystkich podań "Kolejorza" jest również wynikiem o osiem procent niższym. A więc wróćmy do najważniejszego: coraz częściej zespół Djurdjevicia wymieniał zagrania pod całkowitą kontrolą przeciwnika.

Oczywiście spadła Lechowi też liczba podań rozwijających ataki, choć nieznacznie. Ważniejsze jest jednak to, że Lech latem niemal pozbył się dwóch kluczowych rozgrywających. Jevtić i Majewski uczestniczyli w poprzednim sezonie ligowym w (odpowiednio) 17 i 16 atakach bramkowych. To byli dwaj liderzy klasyfikacji zagrań kluczowych oraz za linię obrony (dokładnych odpowiednio: 51 i 31). Udało się ich zastąpić częściowo, bo Pedro Tiba - owszem! - jest liderem pod względem kluczowych podań w całej lidze (39, ale już 16 dokładnych). Jednak Lech poza nim nie ma kreatywnych piłkarzy w środkowej strefie. Tylko dwa razy - w tym w ostatnim swoim meczu! - Djurdjevic wystawił Tibę bez defensywnej obstawy, czyli Trałki i/lub Cywki. Dlaczego akurat ich wspominam? To w klasyfikacji podań mijających przeciwnika i kluczowych wraz z Gajosem będący na szarym końcu. Więcej takich zagrań mają Paweł Tomczyk i Christian Gytkjaer, którzy z racji zajmowanej pozycji mają jednak trudniej. Więcej ma ich także Darko Jevtić, który w tym sezonie średnio w występie zalicza aż o 18 minut mniej!

Ktoś może uczepić się Tiby, natomiast na ten moment to lider Lecha, też piłkarz, którego wykorzystuje się zbyt wszechstronnie, zamiast w zgodzie z jego atutami. Oto widzimy pomocnika, który ma najwięcej zebranych drugich piłek, kluczowych podań, dryblingów i podań. Zupełnie tak, jakby nikt nie chciał przejąć od niego choćby części tego ciężaru z gry Lecha, prawda? Tymczasem przeciwko Lechii ze średnich pozycji na boisku wynika, że był on tym zawodnikiem drugiej linii ustawionym najbliżej obrońców - daleko przed rywalem, który grał niskim pressingiem. Prawie tak, jakby Lech starał się dwie dziesiątki zastąpić jedną szóstką, w niektórych wypadkach ósemką…

Djurdjević poprowadził Lecha w połowie spotkań, które ten zespół rozegrał w całym poprzednim sezonie (44). A Lech był taki, jak go określił trener w swoich ostatnich słowach w roli szkoleniowca drużyny: bez ikry. W trzech meczach, które skończyły jego kadencję zespół zaliczył 12 kluczowych podań, w tym ledwie jedno przeciwko Lechii. 270 minut gry, a było tych zagrań ledwie o jedno więcej, niż w samym zwycięskim spotkaniu z Koroną Kielce (2:1). Zakończenie było równie mało kreatywne, jak ostatnie trzy miesiące. Czy trener nie dostał czasu, czy nie wykorzystał go odpowiednio – na to pytanie każdy może odpowiedzieć sobie sam.

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • kuternoga85

    szkoda chłopa. kto teraz? Nawałka? Michniewicz?

  • Gość: [SportMarket] *.piekary.net

    Lech jest bezpłciowy w tym sezonie. Zresztą nie ma drużyny, która by zachwycała. To jakby tylko utwierdza mnie, że po raz kolejny w Europie nie będziemy znaczyć nic w przyszłym sezonie.


    Zapraszam do najlepszego internetowego sklepu sportowego: sportmarket.com.pl

© Zachodny do tablicy
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci