Menu

Zachodny do tablicy

Futbol analitycznie, statystycznie i konkretnie - na tablicy Michała Zachodnego.

Koulibaly, lista Gattuso i pan napastnik Piątek

mzachodny

Carlo Ancelotti porównywał go do Alessandro Nesty i Paolo Maldiniego. – Jest mocny, potrafi grać bardzo ostro, nie boi się włożyć nogi w stykowej sytuacji, a do tego bardzo dobrze czyta grę – chwalił go Salif Diao, jego rodak i były piłkarz m.in. Liverpoolu. Wprost do niego podziękowania skierował Diego Maradona, gdy Napoli pod koniec poprzedniego sezonu pokonało Juventus w Turynie i to środkowy obrońca strzelił decydującego gola.

Każdy bardziej ogarnięty fan futbolu powinien Kalidou Koulibaly’ego znać. To obrońca wielki – dosłownie, wyrastający ponad 195 centymetrów nad ziemię i umięśniony jak wyczynowiec, i w przenośni, bo stawiany w jednym rzędzie z najlepszymi obecnie stoperami. Senegalczyk jest jednym z nielicznych obrońców, którzy potrafią łączyć najlepsze dla tej pozycji cechy z dawnych gwiazd i najważniejsze aspekty współcześnie wymagane. W Serie A wygrywa dwie trzecie wszystkich pojedynków, jest wśród najczęściej odzyskujących piłkę i najdokładniej ją podających.

Jednak wtorkowego wieczoru na San Siro Koulibaly nie zapamięta dobrze. Zaczęło się już w pierwszych minutach przy linii bocznej, gdy napastnik rywali wykorzystał gorsze przyjęcie obrońcy, wbiegł przed niego i odepchnął go od piłki. To był tylko początek: kolejny pojedynek przegrał w powietrzu, następnie nie przypilnował napastnika przy długim podaniu i padła pierwsza bramka, drugi gol to jego nieudany odbiór tuż przed decydującym strzałem, a pod koniec tej części meczu z narastającej frustracji stoper dał się ograć i rywala kopnął pod kolano.

Niech to nie zostanie uznane jako recenzja przesadnie entuzjastyczna, ale faktyczna ocena zdarzeń w meczu Milanu z Napoli: Krzysztof Piątek udzielał Koulibaly’emu lekcji.

Można było uśmiechnąć się, gdy Polak na powitalnej konferencji prasowej w każdej wypowiedzi w języku angielskim mówił o „walce” i „strzelaniu goli”. Gdyby jednak ktoś próbował podsumować w trzech słowach występ Piątka z Napoli, właśnie tych określeń mógłby użyć. Schowany za podwójną gardą i w pobliżu własnego pola karnego Milan dokładnie tego potrzebował: napastnika utrzymującego piłkę pod presją, wygrywającego pojedynki, pędzącego za każdym podaniem, dającego oddech i to co najważniejsze, czyli gole.

O perfekcyjnym występie bramkarza mówi się, gdy utrzyma czyste konto, środkowym obrońcom potrzeba wygranych pojedynków i „schowania do kieszeni” napastnika, pomocnikom – bezbłędności w podaniach. Napastnikom do docenienia wystarczą gole i za nie wszyscy będą po tym meczu chwalić Piątka, lecz oznaczałoby to pominięcie wielu cennych aspektów z jego gry. A dla Milanu nawet bezcennych.

Był tam, gdzie go akurat Milan potrzebował i robił to, czego zespół wymagał. Po dwóch strzelonych golach nie musiał wracać do obrony po stracie piłki, nikt by tego w ocenach pomeczowych nie zauważył. Ale on zrywał się, robił dodatkowy sprint i pomagał drużynie. Gdy miał odbudować ustawienie na czterdziestym metrze od własnej bramki, to właśnie tam zajmował pozycję. Gdyby istniał stworzony przez Gennaro Gattuso arkusz z zadaniami dla napastnika Milanu, to Piątek przeciwko Napoli odhaczyłby wszystkie podpunkty.

Dla napastnika taka gra będzie wyczerpująca. Spójrzcie: dwa strzelone gole były jedynymi sytuacjami stworzonymi przez zespół Piątkowi. Po jego transferze wszyscy zgodnie powtarzali, że Milan z czołowych zespołów Serie A jest tym najmniej kreatywnym, coś co zresztą potwierdzają statystyki: pod względem „goli oczekiwanych” (xG) to dziewiąta drużyna ligi, w klasyfikacji kluczowych podań jest jeszcze niżej.

On będzie musiał na każdą swoją okazję popracować dwa razy mocniej, niż Cristiano Ronaldo – dosłownie, bo choćby współczynnik xG Polak ma od Portugalczyka ponad dwukrotnie mniejszy (9,09 do 19,25). Często mecze mogą wyglądać dla niego tak, że walki, ustawiania się i niewdzięcznych dla napastnika „szarpanych” akcji będzie więcej, niż cierpliwego budowania ataków, rozgrywania i… strzelania. Zdarzą się spotkania, gdy Piątek zmuszony będzie stworzyć sobie coś sam z podania, które będzie rzucone z własnej połowy.

A wtedy ta cała praca napastnika się opłaci. Intensywnością i wysiłkiem zdobędzie kilkadziesiąt centymetrów przewagi, fizycznością ochroni piłkę, zaangażowaniem uprzedzi rywala, a techniką i błyskiem skutecznie wykończy atak. Jeszcze w sobotę w swoim debiucie Koulibaly zdążył Piątka przy pierwszej szansie uprzedzić, ale musiał ratować się wślizgiem… we własnego bramkarza. W drugim spotkaniu Senegalczyk już nawet nie dostał na reakcję szansy.

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • kuternoga85

    ale piekne bylo w meczu Milan - Napoli jak Koulibaly zbieral zolte na Piatku;]

© Zachodny do tablicy
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci