Menu

Zachodny do tablicy

Futbol analitycznie, statystycznie i konkretnie - na tablicy Michała Zachodnego.

Stabilizacja to nie słowo dla Liverpoolu i Arsenalu

mzachodny

Na razie wideo-komentarz, ale mam nadzieję jeszcze opisać szczegółowo kilka aspektów tej kolejki Premier League - choćby grę Charliego Austina i jeszcze rolę Jordana Hendersona w 3-4-3 Brendana Rodgersa. 

Jeśli chodzi o Liverpool, zapraszam Was do lektury premierowego numeru "Magazynu Boisko" - tam starałem się pokazać, dlaczego menedżer "The Reds" nie wykorzystał największej szansy na lekcję od prawdziwego mistrza od wygrywania. Chociaż pisałem go na początku listopada, to okazuje się, że są święta, ale tekst ani trochę się nie zdezaktualizował... Co najwięcej mówi o formie Liverpoolu, a może i trochę o artykule? :-)

Pięć rzeczy po MUFC 3-0 LFC

mzachodny

Statystycznie i analitycznie. Bez zbędnego wstępu.

1) Juan Mata strzelił w tym sezonie już pięć goli, choć, paradoksalnie, ustawiany jest coraz dalej od bramki rywala i ma najniższą średnią strzałów na mecz w swojej karierze (0,9 na spotkanie). O jego talencie do wykorzystywania sytuacji wiedzieliśmy już po świetnych dwóch sezonach w Chelsea, gdzie grywał nawet jako drugi napastnik. Teraz mówią o tym liczby - 45,5% jego strzałów to gole. Van Persie ma ledwie ponad 20%. W niedzielę do strzelenia gola wystarczył mu jeden strzał.

2) Jednak najwięcej o skuteczności pisano i mówiono w kontekście Raheema Sterlinga. Jego zmarnowane szanse - bardzo dobre szanse - nie pozwoliły Liverpoolowi na nawiązanie rywalizacji w angielskim klasyku. Oczywiście należy docenić świetne interwencje Davida De Gei, ale... No właśnie - jedyny problem polega na tym, że z czterech celnych strzałów żaden nie był oddany wiodącą nogą skrzydłowego/napastnika Liverpoolu. Trzy lewą, z którą, co widać już po samej technice uderzenia - "wywrotową", ma problemy. Oczywiście przynajmniej jedną z nich powinien wykorzystać, nie oznacza to również, że cokolwiek należy odejmować golkiperowi United, ale zwłaszcza przy strzałach z ostrego kąta, czy blisko bramkarza komfort czy umiejętność wykończenia ma olbrzymie znaczenie. "Detale robią dużą różnicę".

sterlingstrzela

3) Wiele zarzutów czyni się Brenandowi Rodgersowi po tym spotkaniu, ale zbyt mało dotyczy środka pola. To właśnie tam, w strefie w której Liverpool powinien mieć zdecydowaną przewagę, pokazała się największa słabość jego drużyny. Przecież mając w składzie Stevena Gerrarda, Joe Allena, Jordana Hendersona i Philppe'a Coutinho przeciwko jednemu klasycznemu pomocnikowi, i to Fellainiemu!, należałoby spodziewać się przewagi. Tymczasem ani pod względem odbiorów, ani przechwytów tego nie było widać. Powody? Pressing był, ale tylko na początku i do tego skuteczny tylko pod względem wymuszania niecelnych podań (Fellaini miał ich do przerwy aż 12!), ale później osłabł. Najgorsze, że mając tylko sprawnych rozgrywających, Liverpool ani przez chwilę nie kontrolował spotkania - mecz był bardzo otwarty, a sam fakt, że United wymienili więcej podań (409 do 330) działa na niekorzyść Rodgersa. To przecież część jego filozofii, by kontrolować wydarzenia przez posiadanie piłki... Skoro więc po meczu mówił krytycznie o etosie pracy, to tak naprawdę największy zarzut może czynić także sobie.

tackles(Czerwone kółka to odbiory Man Utd, żółte do Liverpoolu - zaznaczyłem również środkową strefę. 20 prób odbiorów gospodarzy, 11 gości)

4) O jednym ze środkowych pomocników Liverpoolu warto powiedzieć więcej. Przed meczem Michael Cox pisał, że Brendan Rodgers wybiera złą rolę dla Philippe'a Coutinho - ustawia go jako "dziesiątkę", gdy tak naprawdę lepiej sprawdza się w roli jednego z trzech środkowych pomocników, grającego z głębi pola. Inna sprawa, że w niedzielę to koledzy kompletnie nie potrafili wykorzystać jego umiejętności i przewagi, którą stwarzał dryblingami (7 na 9 udanych) w środkowej strefie. Po pierwsze - większość z nich była z dala od Lallany czy Sterlinga. Po drugie - Lallana i Sterling zawsze grali na większą liczbę obrońców rywala. Po trzecie - Henderson jako prawoskrzydłowy-wahadłowy spisywał się słabo - wygrał ledwie jeden drybling, większość podań ze swojej pozycji kierował do tyłu, zawracając akcję niż nadając jej przyspieszenia.

coutinho

5) Interesująco obserwuje się również przemianę Antonio Valencii w drużynie Louisa Van Gaala. Skrzydłowy do tej pory znany był z szybkości, raczej przeciętnego dryblingu, ale umiejętności do posłania niezłego dośrodkowania z każdej pozycji z linii bocznej. Często był również wykorzystywany jako prawy obrońca. Jednak dopiero w systemie 3-5-2 łączy swoja największe atuty - niesamowitą wydolność, która pozwala mu na kilkadziesiąt akcji od jednej do drugiej "szesnastki" bez wielu przerw. Co ciekawe, jego średnia dośrodkowań jest najniższa od sezonu 2009/10 - i to ponad dziesięciokrotnie (spadek 2,2 do 0,2 wrzutek na mecz). Zmieniło się wiele - ma już najwyższą dokładność podań, podobnie jak odbiorów i przechwytów, ale cierpi na tym liczba asyst. Chociaż podanie do Wayne'a Rooneya była jego pierwszą w tym sezonie, to idealnie obrazuje, czego oczekuje od niego Van Gaal - właśnie takich akcji oraz zagrań w drugie tempo, płaskich. A dośrodkowania? Zamienił na długie zagrania na napastnika lub przerzuty w poprzek boiska (2,4 na mecz - najwyższa średnia od pięciu sezonów). Mniej go widać ofensywnie, ale nie znaczy to, że jest mniej przydatny drużynie - kto wie, czy jego rola jako cofniętego skrzydłowego w 3-5-2 nie jest z największą korzyścią także dla samego zawodnika.

valencia2

 

Pytanie do Berga

mzachodny

Wydawało mi się, że po poruszonych kwestiach kontrowersji sędziowskich czy kontuzji Żyry to moje pytanie będzie proste, ale konkretne. Trenerze, czy uważa Pan, że ten mecz w wykonaniu Legii był pod względem taktycznym najlepszym w tym roku?

Nie spodziewałem się super analizy, długiego wywodu, ale wystarczyła mina Henninga Berga w połowie zadawanego pytania, bym stracił rezon. Norweski szkoleniowiec Legii się... skrzywił.

- To nie tyle kwestia taktyki, co inteligencji moich zawodników - odpowiedział w trzecim czy czwartym zdaniu. I ten tekst miał być właśnie analizą tego, co dobrego widziałem w Legii kończącej jesień w Europie jednym z najbardziej dojrzałych występów jakie sobie przypominam. Ale niech spełni się wola Berga - jego piłkarze to wytłumaczą. 

Nie mógłbym nie zacząć od Vrdoljaka. Jego postać jest intrygująca - najdroższy transfer do Ekstraklasy, defensywny pomocnik, lider i kapitan, ale ostatnio pamiętany z przestrzelonych rzutów karnych. I ja dziwiłem się, że Legia daje mu kontrakt na kolejne 2,5 sezonu, jednak może dziś najbardziej widać nie tylko sens tego przedłużenia, ale i samego kupienia go za milion euro. Wciąż będę się upierał, że umiejętnościami technicznymi to nie jest europejski średniak, ale widać, że nadrabia myśleniem, dyscypliną. Pod tym względem nie dziwi, że w trójce środkowych pomocników Legii tylko Jodłowiec nie miał dodatkowego zadania związanego ze zmianą pozycji w przejściu z obrony do ataku i na odwrót. Vrdoljak świetnie schodził między środkowych obrońców, gdy rywale rozgrywali, tworząc niemal 5-osobowy blok obronny. Asekuracja była kluczowa przy długich zagraniach piłkarzy Trabzonsporu, jak i ich dośrodkowaniach. 

Drugim był Duda - tak młodego i jednocześnie inteligentnego piłkarza nie było w naszej lidze. Przy akcjach rywali wracał się do pozycji na równi z Jodłowcem, w ataku niemal zawsze był blisko Orlando Sa. Podań nie starał się komplikować, choć nie unikał ryzyka. Trudno jest mi wyobrazić sobie Legię tak płynnie przechodzącą z fazy obrony do ataku bez pomocnika o jego piłkarskim IQ. Nie miał tego Furman, nie mieli tego poprzedni utalentowani zawodnicy grający jako "szóstki" czy "ósemki" czy "dziesiątki". Słowak zdaje się być jedynym, który mógłby łączyć i łączy te role.

Imponowało mi to, że Legia, ustawiają się niemal 5-2-3 w obronie - lub 4-3-3 z bardzo nisko grającym Vrdoljakiem - tak błyskawicznie przechodziła do ataków. Zastanawiając się od pierwszych minut, co jest powodem tych przejść z 4-3-3 do 4-4-2, szybko dostałem odpowiedź. Ofensywna trójka, zwłaszcza przy doskakującym jeszcze Dudzie, grała tak wąsko, że wysoko ustawieni boczni obrońcy Trabzonsporu nie mogli nadążyć za kontrami. Środkowi i defensywny pomocnik rzadko mieli choćby równe siły przy atakach Legii. Jak powiedział po meczu Duda, Legia wykorzystała brak dyscypliny taktycznej rywala, samemu utrzymując ten element na najwyższym poziomie przez dziewięćdziesiąt minut.

W tym planie kluczowa była rola Kucharczyka i Żyry - zejście tego drugiego oznaczało dosyć spory spadek jakości, choć i Kosecki przed przerwą miał okazję właśnie dzięki sprintowi ze środka pola. Kucharczyk nie podaje najlepiej, nie jest super dryblerem, ale w jego ruchach i decyzjach jest dużo więcej efektywności. To dzięki temu do maksimum wykorzystuje swój potencjał, buduje na nim świetne występy, ma pewne miejsce w składzie. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że tego elementu mógłby od niego nauczyć się dwa, trzy razy bardziej utalentowany Żyro.

Jednak dla mnie bohaterem jesieni będzie Łukasz Broź - jeden z tych transferów, które dziwiły najbardziej, a praca trenerów i zawodnika sprawiły, że teraz żałujemy krytyki. Jego energia, wytrzymałość i siła łączą się w każdym elemencie gry - defensywie i ataku. 

To jednak ani nie moje pytanie, ani nie odpowiedź Berga najlepiej określają czy wyróżniają inteligencję jego zespołu. - Jeśli dobrze realizuje się założenia taktyczne, to piłka nożna nie staje się grą piętek czy innych sztuczek, ale po prostu realizacją dobrych założeń - powiedział w wywiadzie dla Legia.com analityk Legii, Maciej Krzymień. 

Banał? Nie, na pewno nie, tak jak i grę Legii nie określiłbym tym mianem - to efekt skomplikowanej metodyki treningowej, ale i dotarcia do wszystkich piłkarzy, by zrozumieli sens takiej gry. Gry nie tyle dopasowanej do ich umiejętności, ale pozwalającej te umiejętności wykorzystać do maksimum. I dlatego, oprócz Dudy czy Żyry, chwalimy głównie zawodników, którzy byli przekreślani lub przygotowywani, by wsiąknąć w ligową przeciętność. To ich jesień, ale taktyka Berga.

Nie ma co się krzywić, trenerze.




Tragedia na Anfield, którą można wytłumaczyć

mzachodny

Wystarczyło spojrzeć na Stevena Gerrarda po ostatnim gwizdku sędziego - to już nie był ten rozpaczający po przegranym wyścigu mistrzowskim piłkarz, ale pogodzony z losem człowiek. Kapitan Liverpoolu pewnie wie, że chociaż Brendan Rodgers rozpisał mu drogę na resztę kariery, to Anglik o przystanek "Liga Mistrzów" raczej na pewno nie zahaczy.

Wystarczyło spojrzeć Rickiego Lamberta, który w przerwie opuszczał boisko. Jeszcze chwilę wcześniej walczył o górną piłkę - przegrywając pojedynek - a potem rozkładał ręce, bo wsparcia nie było w ogóle. Marne 16 kontaktów z piłką w 45 minut w drużynie, która koniecznie musiała wygrać to wynik żenujący jak na napastnika. 

Generalnie, styl gry Lamberta w tej pierwszej połowie odzwierciedlał wszystkie starania Liverpoolu - powolne, oparte raczej na fizyczności, a nie kreatywności, bez tak potrzebnej we współczesnym futbolu ruchliwości zawodników ofensywnych. Pewnie teraz nikt o tym nie wspomni, ale podwójna zmiana Rodgersa w przerwie była nie tyle sygnałem do bardziej zmasowanego ataku, co naprawieniem oczywistych błędów w selekcji wstępnej na to spotkanie. Gerrard grający za napastnikiem? W całym meczu nie zagrał jednego kluczowego podania...

Będą oczywiście tłumaczenia, że Sterling jest przemęczony - poprzednim sezonem, mundialem, a także przejętą odpowiedzialnością za ataki Liverpoolu od Suareza i Sturridge'a. Jednak, po prawdzie, to nie kwestia jego przygotowania, ale braku wsparcia. Nie ma z kim kombinować, rzadko ma nawet wsparcie bocznego obrońcy. Cztery dryblingi okazały się udane, sześć razy był faulowany, ale często tracił piłkę, podawał słabo lub bez przemyślenia i, co chyba najdobitniej świadczyło o słabości myśli Rodgersa, nie był w tym meczu ani skrzydłowym, ani "dziesiątką", ani napastnikiem. Całkiem słusznie może i był największą nadzieją Liverpoolu, ale niewykorzystaną przez słabość innych.

To mój zarzut w stronę Rodgersa - który zresztą starałem się wyartykułować w przedmeczowej audycji w radiu Tok FM "Jeszcze więcej sportu" - że chociaż rotuje ustawieniami, zawodnikami, to nie potrafi nadać im konkretnego zadania na pojedynczy mecz, by Liverpool wreszcie przypomniał sobie o nawet ułamku tego, co prezentował w poprzednim sezonie. Gdy wprowadził Coutinho na kilkanaście minut przed końcem, to Brazylijczyk operował głównie w środku pola, zamiast być tym, który zamiast Gerrarda rozdziela podania pod polem karnym Bazylei.

Marnotrawstwo? Raczej brak konkretów. Liverpool nie gra ani ofensywnie, ani defensywnie, ani kontrami, ani zdecydowanie i z własnej woli dominując. Za każdym razem, jak oglądamy zespół Rodgersa, to widzimy drużynę poddającą się temu, co chce rywal. Dziś Bazylea wolała zmusić gospodarzy do dośrodkowań z głębi pola, do odsłonięcia się przy kontrach i bezowocnych prób pressingu prowadzonego przez powolny duet atakujących, Lamberta i Gerrarda. Podobnie było z Sunderlandem, podobnie było z Chelsea, podobnie było z Crystal Palace.

Liverpool to już nie jest zespół bezczelny - po świetnym sezonie, zamiast na rotacjach i uniwersalności drużyny budować jej przyszłość, menedżer nawet nie jest w stanie określić wymaganego, konkretnego stylu. - Przeszliśmy długą drogę w krótkim czasie - twierdzi Rodgers.

Ma rację. Spada się znacznie szybciej, niż wdrapuje na szczyt.

© Zachodny do tablicy
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci